Nie wszystkim mieszkańcom Bristolu podoba się pomysł wprowadzenia przez miasto własnej waluty, co ma nastąpić już w maju tego roku. Nowego środka płatniczego, boją się przede wszystkim cudzoziemcy, w tym Polacy. Obawiają się oni, że takich banknotów nie da się przesłać rodzinom w Polsce, ani dokonać zakupów zagranicą.
Ponad tydzień temu, w mediach zrobiło się głośno na temat pomysłu, który wypłynął ze środowisk lokalnego biznesu, polegającego na emitowaniu przez Bristol (miasto w południowo-zachodniej Anglii) własnej waluty. Projekt ten, spodobał się władzom miasta i uchwaliły one, że bristolskie funty staną się obowiązującym środkiem płatniczym już w maju tego roku. Bicie własnej monety, to nawet w obecnych czasach, żadna nowość. W Polsce na przykład własną walutą może pochwalić się jeden z nadmorskich kurortów. Moneta z Łeby ma nie tylko charakter pamiątkarski, lecz jest również prawnym środkiem płatniczym, ale jedynie na terenie miasta, władzom jednak nie tyle przyświecał cel posiadania własnej waluty, co stworzenie kolejnej atrakcji turystycznej. W Bristolu rzecz się ma zupełnie inaczej, bo po pierwsze, nie będzie monet, lecz banknoty, a po drugie celem nie jest uczynienie Bristolu miastem bardziej atrakcyjnym turystycznie. Główną rolę, odegrały tu natomiast względy czysto ekonomiczne. Dr Cioran Mundy, szef Lokalnego Projektu Walutowego dla Bristolu oraz Bath i zarazem jego autor stwierdził, że czas położyć kres drenażowi gotówki z miasta przez duże firmy. Miasto nic z tego nie ma ponieważ pieniądze te trafiają do własnego systemu rozliczeń tych firm, a stamtąd do banków w Londynie, skąd jako zyski ekspediowane są za granicę, a brytyjskiemu urzędowi podatkowemu nic do tego. Jeśli jednak stworzy się lokalną walutę, to będzie nią można opłacać lokalne podatki, rachunki, ale też płacić za towary, usługi itp. Jednym słowem pieniądze pochodzące z tych transakcji pozostaną w mieście.
Czy w takim razie należy się obawiać, że z dniem wprowadzenia nowej waluty w Bristolu, funt brytyjski straci ważność? Nic podobnego, obie - jak zapewnia Mundy - będą funkcjonować równolegle, zresztą na unieważnienie „prawdziwego” funta nie pozwala brytyjskie prawo. Wszystko będzie się odbywać na zasadzie dobrowolności, dlatego Mundy odwołuje się do lokalnego patriotyzmu mieszkańców Bristolu, by pobierali wynagrodzenie w funtach bristolskich, płacili nimi dokonując zakupów, czy za wizytę u lekarza lub fryzjera, bądź w muzeum, czy kinie. Dzięki takim zabiegom, uda się ograniczyć transfer pieniędzy na zewnątrz. Kto nie chce korzystać z lokalnej waluty, ten nie musi. Jedyne, co może go spotkać, to dezaprobata, ze strony miejscowych lokalnych patriotów. (emi)










