Thursday, May 17th

Last update01:39:08 PM GMT

Życie w każdej chwili może się skończyć

altRozmowa z Frederickiem Rossakovsky-Lloydem, wielowymiarowym artystą, który utrzymuje się głównie ze sprzedaży obrazów...

Francja, Polska, UK - poezja, malarstwo, sztuki teatralne. Jak te światy można połączyć? Jak teraz w nich funkcjonujesz?
- Do niczego się nie przywiązuję. Uważam, że życie jest snem i w każdej chwili może się skończyć. Kilka razy nazywany byłem przez niezależne osoby „kameleonem”, bo się zmieniam. Zarówno zewnętrznie, jak i swoje przyzwyczajenia, nawyki oraz rodzaj uprawianej twórczości i miejsca pobytu. Zajmuję się zawsze tym, co tu i teraz, a nie tym, co było lub co będzie. Nie łączę światów. Czasami maluję, wtedy nie zastanawiam się nad pisaniem. Jak coś robię, to konsekwentnie, do samego końca, nigdy nie mieszam. Teraz wydałem tomik wierszy. To etap skończony. Od przyszłego tygodnia przygotowuję się do lutowej wystawy, dużo zadań przede mną.

Opowiedz zatem coś niecoś o swoim malarstwie…
- Kiedyś malowałem wyłącznie abstrakcje. Lubiłem grę kolorów. Kilkanaście lat temu, gdy po raz pierwszy pojechałem do Indii, zobaczyłem tam kobiety rozwieszające pranie. Pomyślałem, to tacy sami ludzie jak ja, a jednak inni, dlatego inni, bo mają inne rysy. Rysy ludzkie zdradzają ich pochodzenie, powodują miłość albo nienawiść. A co by było, gdyby każdy miał taką samą twarz? Czy wtedy zniknęłyby te dziwne zjawiska? I tak namalowałem swój pierwszy obraz pt. „Pranie”. Po latach, malowane przeze mnie postaci dorobiły się przydomku „The Naughties”. W sumie nie wiem czemu - słowo pochodzi od wyrazu „niegrzeczny” oraz od nazwy dekady, pierwszych 10 lat stulecia. W każdym razie po dwóch kolekcjach zobaczyłem, że „The Naughties” stały się częścią mnie, moim stylem. Stały się moimi dziećmi, dodatkowo przynoszącymi dochód. Zostałem więc z nimi i dalej je maluję, zmieniając tylko tematykę kolejnych kolekcji.

Funkcjonujesz w trudnym dla wielu świecie, zdarza ci się wariować?
- Mój świat nie jest trudny. Jest piękny. Jestem bardzo prostolinijnym człowiekiem i raczej nie mam problemów. Nie udaję, nie owijam w bawełnę. Psychologowie na pewno wynaleźliby jakąś niedojrzałość emocjonalną. W końcu dorosły człowiek powinien umieć maskować emocje i zachowywać się dyplomatycznie. Świat jest tylko grą dźwięków, obrazów, myśli. Wszystko jest naprawdę bardzo podobne do snu. Emocje przychodzą i odchodzą, pojawiają się sytuacje po to, by po chwili zniknąć. Najlepiej więc nie dopuszczać do tych złych przez właściwe działania, nie zastanawiać się nad rzeczami, na które nie mamy wpływu i świat przestanie być trudnym. Można bardzo prosto żyć w zgodzie z fajnymi ludźmi. A z tymi, którzy są mniej fajni, albo nie dostrojeni do nas, nie ma sensu się zadawać. I im mniej będziemy kłamać, tym świat będzie łatwiejszy. A może ja po prostu zwariowałem?…

Londyn, czy sądzisz, że jest to twoje ostateczne miejsce?
- Nie zastanawiam się zbytnio nad tym, co będzie, bo jutro może nie nadejść. W każdym razie znając mnie, nie sądzę żebym kiedykolwiek osiągnął stan, w którym powiem to jest moje miejsce i tu zapuszczę korzenie. Jestem numerologiczną piątką. Te osoby (jeśli wierzyć numerologii) nigdy nie siadają. Są zawsze w ruchu i tylko w nim mogą odnaleźć swój punkt odniesienia do samych siebie. Przyznam, że myślę o Kanadzie. Jestem coraz starszy i czasami myślę sobie, że może jakiś spokój by mi się kiedyś przydał. Ale to na razie tylko luźne myśli.

Emigracja, w jaki sposób ten termin dotyczy ciebie?
- Nie wiem. Ja nie czuję się już od dawna Polakiem czy Francuzem… Anglikiem? Nie.
Nie mam korzeni. Wszędzie, gdzie jestem czuję się jednakowo. Nie tęsknię. Nie jestem emigrantem. Emigrant powinien gdzieś przynależeć. Nieprawdaż?

Sztuka to kreacja. Piszesz w bardzo otwarty sposób o sobie…
- Artysta zgadza się na dzielenie się sobą z innymi, nie ma prywatności. O artyście się mówi, czasem dobrze czasem źle. Jeśli artysta nie ma do tego dystansu, oszaleje. Pisze otwarcie o sobie, bo nie mam wiele do ukrycia. Zostawiam sobie tylko bardzo intymną prywatność, moje życie partnerskie, słowa które szepczę w stosunku do partnera. Reszta jest własnością wspólną. Poza tym trudno mnie zranić skoro sam przyznaję się do wszystkiego, wrogowie mają małe pole do manewru. Z czego można rozebrać już nagą osobę? Co może ukraść złodziej z pustego domu? Niewiele. Wybierając ten „zawód” zgodziłem się na życie wśród słów o sobie nie zawsze miłych. Jestem szczery tworząc. To mój styl.

Jakie to uczucie, gdy rozstajesz się ze swoim obrazem?
- Nie przywiązuję się do nich. Cieszę się, że będzie wisiał gdzieś, u kogoś i że zakres mojej działalności zatacza coraz większe koła. W sumie bardzo lubię pozbywać się swoich obrazów, co by nie mówić w zamian za nie dostaję pieniądze, a one ułatwiają moje życie.

Twoje artystyczne credo?
- Nie mam takiego. Najbliższe zdanie, które od lat cytuję to myśl wypowiedziana przez buddyjskiego Lamę tysiąc lat temu. Żyć i umrzeć bez żalu, oto moja jedyna religia - Milarepa.

Gdzie cię można zobaczyć w najbliższym czasie?
Styczeń w Londynie, mała wystawa malarska w House Gallery. Marzec - Nowy York. Kwiecień - Poznań, wieczór autorski w Poema Cafe. Maj - trzy wystawy w Polsce, czyli Poznań, Warszawa, Gdańsk…

Rozmawiał: Adam Siemieńczyk

fot. Frederick Rossakovsky-Lloyd - Archiwum prywatne

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com
Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.