Thursday, May 17th

Last update01:39:08 PM GMT

Na ulicach tego świata

altCzy istnieją domy bez ścian, okien i dachów? Jakie mury zostają zburzone na Brick Lane? Czy intymność jest domeną alkowy? Czy w nocy wszyscy ludzie, jak koty, są czarni - pełni czarów?

Londyn - miasto kontrastów. Marzenia zrealizowane i upadłe. Pałace, szeregowce, ulice. Poszukiwanie swojego miejsca. Gdzie ono jest? Na kilku metrach kwadratowych anonimowego pokoju? W dzielonej z innymi kuchni? W pracowniczej szafce? Gdzie jest ta przestrzeń, którą postrzegamy jako swoją? Czy jest to coś widzialnego, namacalnego, czy też mieści się w sferze wyobraźni?
Kadry w głowie. Pojawiają się i nie chcą zniknąć. To tu. By do nich dotrzeć trzeba zejść na ulicę. I nie jest to już potrzeba, lecz swoista konieczność. „Najgorsze jest, że ja to widzę” - mówi Marek Abramowicz. „Dusza walczy z oporem świata”. Marek rozpoczyna kolejną wędrówkę. Fotografia uliczna. Może ona służyć ironicznemu przedstawieniu społeczeństwa, satyrze, znalezieniu ludzi w innym niż normalnie kontekście.
Emigracja - poszukiwanie własnego miejsca pośród zakamarków tego świata.
Wyjście na ulicę jest wejściem do siebie. Nie jest to kontestacja, lecz odnajdywanie prawdy w tych ludziach, gdyż oni spędzają tam właśnie swoje życie. Być może tu są bardziej autentyczni, niż w obcych sobie wnętrzach. W tajemniczych uliczkach Brick Lane starsza kobieta, której dziś chyba nie udało się zarobić ze sprzedaży swoich wdzięków, pyta go o 20 pensów. Jej towarzysz również przygląda się Markowi. Gdy słyszą, że ma dla nich nawet funta, są zachwyceni. To opłata za pozowanie. Zdjęcie robione pospiesznie. Brak ostrości, kadru. Jest jednak fotografia, która oddaje wartość tego spotkania. Radość z faktu bycia w tej chwili, w tym miejscu. „Jestem szczęśliwym człowiekiem, który ma w ręku narzędzie, które pozwala mi na robienie zdjęć”. Fotografowanie na ulicy pozwala na odnajdywanie istoty bycia.
Czego dotyka Marek w swoich zdjęciach? Co takiego przydarza się na ulicy, a nie w zaciszu domowym? Intymność bycia - mimo braku osłony ścian, drzwi i okien tu odnalezione jest miejsce, gdzie postacie czują się swobodnie. Tu nie są podglądane, mogą wgłębić się w siebie i po prostu być. Następuje złączenie w poszukiwaniu komunikacji. W znajdywaniu siebie. Liryczność, skąd ona tu się wzięła? Czy nie powinna przynależeć innym, bardziej szczególnym miejscom, zdarzeniom? A jednak jest tu. Gdyż tu odbywa się życie. Tu doświadczany jest rzadki moment współistnienia.
Potem pozostaje już tylko jedno marzenie - „Mieć komfort zapłaty za gołębnik, w którym mieszkam” i dalej „Śniadanie, obiad. Kolacja niepotrzebna. Nie pożądam miliardów, milionów, nawet tysięcy”.
Wędrówka będąca niczym innym, jak staraniem o utrzymanie życia siebie i bliskich. Nie wynika z zamiaru doświadczenia kolejnej przygody. Jednak życie jest przewrotne. Nawet wtedy zmusza do tego, by znajdywać siebie. Nawet w rozległych, industrialnych przestrzeniach, będących pod ciągłą obserwacją kamer CCTV i przypadkowych ludzi, wskazuje miejsca, gdzie znajduje się intymność bycia samego ze sobą. Znaleziony jest również łącznik między pozornie odległymi od siebie ludźmi. Choć życie pędzi w przeraźliwym tempie, są momenty, podczas których odczuwamy istnienie. Przeżywanie życia tu i teraz. Na ulicach tego świata.

Adam Siemieńczyk

fot. Marek Abramowicz - Archiwum prywatne

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com
Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.