Jak w wykazał wewnętrzny audyt przeprowadzony w londyńskiej Metropolitan Police, jej funkcjonariusze używają telefonów służbowych nie tylko w sprawach związanych z pracą.
W latach 2009-2011 na telefony niemające charakteru służbowego, z kieszeni podatnika wydano blisko ćwierć miliona funtów - informuje agencja Press Association. Z raportu wynika, że ponad 35 tysięcy funtów, Metropolitan Police musiała zapłacić za same tylko telefony na „zegarynkę”. Funkcjonariusze zamiast popatrzeć na zegarek, dzwonią na „zegarynkę” z telefonów komórkowych, które noszą na ramieniu, choć wyświetlacz pokazuje dokładny czas. W internecie roi się od złośliwych komentarzy na ten temat. Wielu internautów pyta na przykład, dlaczego kandydaci na policjantów nie są poddawani testom na inteligencję. Jak podaje raport, w ciągu minionych dwóch lat, funkcjonariusze korzystali z „zegarynki” 110 tysięcy razy, a każde połączenie kosztowało 35 pensów. Policjanci tłumaczą się, że powodem owych połączeń jest konieczność stałego synchronizowania czasu, jako że zegarki, zarówno ręczne, jak i te w telefonach często zawodzą.
Znacznie większą kwotę, bo 200 tysięcy funtów wydano na korzystanie z biura numerów, choć policja dysponuje własnymi spisami telefonów. Okazuje się jednak, że nie tylko funkcjonariusze Metropolitan Police nadużywają pieniędzy brytyjskiego podatnika, czystego sumienia nie mają również detektywi ze Scotland Yardu. Ci z kolei rzadziej dzwonią na „zegarynkę”, czy do biura numerów, natomiast nagminnie do informacji drogowej z prośbą o wskazanie dojazdu do danego miejsca. (mm)
fot. Wikipedia










