Sunday, Nov 23rd

Last update08:56:59 AM GMT

Brudny Harry z czystą wódką

Czarni też się opalają. Jak żona wyprasowała Dave'owi klatkę piersiową. To nie byli antyterroryści.

Co za idiotyzm z tym przestawieniem czasu! Za cholerę nie mogłem dojść, która tak naprawdę jest  godzina. Nie wiedziałem, czy ta, co w laptopie, czy  komputerze i komórce sama się przestawiła, czy trzeba ją przestawić. Zegarek ręczny też nie pokazywał, bo akurat padła bateria. Wymieniłem, ale wszystko mi się pozajączkowało - godzinę do tyłu, czy do przodu? Na szczęście pomogli przyjaciele z Facebooka podając właściwy czas. Dzięki wielkie. Zanim jednak to się stało, nie wiedziałem, czy obudziłem się o piątej, czy o szóstej. Już nieważne, o wiele ważniejsze jest to, że zapowiadał się piękny dzień, co sprawiło, że powziąłem zamiar poddania swojego pięknego ciała operacji promieni słonecznych - niech będzie jeszcze piękniejsze. Właśnie wyjmowałem z pawlacza bambusową matę, na której zamierzałem wyciągnąć się na dachu, kiedy zadzwonił telefon. Domowy akurat, to mógł być Dave, lub Witek, bo tylko oni dzwonią na domowy. Dave jednak. Proponował kawę w tym miejscu, co zawsze, a później wypad do pobliskich Kew Gardens, lub do Richmond, żeby się poopalać. Telepatia? Niechętnie, ale przyjąłem propozycję. O jedenastej już siedziałem przy stoliku, a po kilku minutach dołączył Dave z Tessem. Zdecydowaliśmy, że jednak Kew Gardens, bo najbliżej. Tess wyraził chęć przyłączenia się do nas. Dave spojrzał na niego zdziwiony: - Myślisz, że możesz się jeszcze bardziej opalić? Tess, który jak wiadomo jest Murzynem odrzekł, że jak najbardziej.
Kończąc kawę, zastanawialiśmy się jak to jest z tą podatnością skóry na opalanie. Dave twierdził, że Murzyni powinni być biali, bo biel odbija promienie słoneczne, a czerń przyciąga: - A tam, bez sensu to wszystko. Dobra idziemy.
Okazało się, że tylko ja mam matę. - Och jaki delikatny - kpili ze mnie - jak się boi, żeby go trawka nie zadrapała...
Dave, który rozebrał się pierwszy oślepił mnie i Tessa
swoim „whiter shade of pale”. Procol Harum, komponując swój słynny przebój o bielszym odcieniu bieli, musieli - ani chybi - kiedyś spotkać Dave'a, bo tylko jego skóra mogła zainspirować ich do napisania tego utworu. Nie wypowiedziałem jednak tego głośno, ponieważ wiem, że reaguje on bardzo emocjonalnie na wszelką krytykę, lub to, co krytyką mu się wydaje. Zazwyczaj nie przyglądam się męskim klatkom piersiowym, wolę kobiece, ale mimo woli spojrzałem na tors Dave'a i zobaczyłem w okolicach mostka duże czerwone znamię, coś jakby ślad po żelazku. Czyżby Dave prasując spodnie odstawiał żelazko na swoją pierś? Nie, to przecież fizycznie niemożliwe! Przyłapał mnie na tym, że wlepiam oczy w jego klatę i powiedział krótko: - To żona.
Choć owo znamię bardziej przypominało żelazko niż żonę, to wolałem - z powodów wcześniej wymienionych - nie polemizować z nim zbytnio. Tess był odważniejszy: - Jaka żona, przecież to ślad po żelazku. Zimno ci było i przyłożyłeś je sobie?
- Żona mi przyłożyła.  
Tu opowiedział dramatyczną historię, która zakończyła się rozwodem. Kiedy Dave pracował jeszcze jako policyjny detektyw, prowadził normalne życie, przynajmniej z pozoru - miał żonę i dziecko. Syn po ukończeniu studiów wyjechał do Australii i wówczas żona Dave'a zaczęła pić. Dave też pił, ale z kochanką. Pewnego dnia żona odezwała się do niego w te słowy: - Wiem, że spotykasz się z inną kobietą, pogodziłam się już z tym. Może zaprosiłbyś ją do domu, chcę ją poznać, zobaczyć, czy ładniejsza i bardziej interesująca ode mnie? Dave uległ prośbie i pewnego dnia przyprowadził kochankę. Panie bardzo szybko się polubiły, w czym bardzo pomógł alkohol, za którym obie przepadały. Rozmowa, która początkowo miała tzw. charakter ogólny, zeszła na temat Dave'a. Najpierw omawiały jego dobre strony, później przeszły na złe. Żona dyskutując z kochanką prasowała sukienkę i kiedy padło z jej ust kolejne niezbyt pochlebne słowo na temat męża, ten zaprotestował. Ów protest tak rozjuszył małżonkę, że przyłożyła Dave'owi żelazko do piersi, a że miał rozpiętą koszulę doszło do poparzenia skóry. Na tym jednak nie koniec - kochanka zdjęła buta, którego obcas był zakończony metalowym słupkiem i zaczęła okładać go po głowie, po czym półprzytomnego wypchnęły za drzwi. Poparzony i ociekający krwią Dave, znalazł pomoc u sąsiada, który wezwał pogotowie. Dave spędził w szpitalu trzy dni, a kiedy wrócił do domu stwierdził, że kochanka nadal tam przebywa, kontynuując picie z jego małżonką. Obie panie nic kompletnie nie pamiętały, o czym świadczyć może fakt, iż małżonka zapytała, dlaczego nie było go tak długo i z jakiego powodu ma bandaż na głowie.
- Wystąpiłem o rozwód i dość szybko go dostałem, wyprowadziłem się, a żona i kochanka zostały najlepszymi przyjaciółkami.

Słońce operowało bardzo intensywnie, ale nie było nam dane poopalać się zbyt długo, bo zaczął wiać lodowaty wiaterek, który dość szybko przeszedł w intensywny wiatr, co zmusiło nas do ewakuacji. Wróciliśmy do punktu wyjścia, czyli do naszej ulubionej kawiarni. Wiatr przestał wiać, więc mogliśmy siedzieć na zewnątrz. Dosiadł się do nas jakiś znajomy Dave'a i okazało się, że dalszy ciąg dnia upłynie w klimacie rozwodowo-rozstaniowym. Ów kumpel Dave'a zdawał się być czymś mocno przybity i Dave natychmiast zagadnął o przyczynę. Facet, łudząco podobny do „Brudnego Harry'ego”, czyli Clinta Eastwooda, westchnął głęboko i rzekł: - Żona mnie rzuciła. Tu westchnął jeszcze raz: - Znalazła sobie jakiegoś młodszego łebka - i jakby to miało jakiekolwiek znaczenie, dodał: - bezrobotnego.
Zapadło milczenie, które w książkach określa się mianem kłopotliwego. Pierwszy odezwał się Dave:
- Rozumiem to, też straciłem żonę. A jak długo byłeś żonaty?
„Clint” sprawiał wrażenie, jakby nie słyszał pytania, ale słyszał, bo odrzekł po dłuższej chwili: - W czerwcu minęłoby 25 lat. Żeby to jeszcze był Anglik, ale to pier....  imigrant.
- Czarnuch? - zainteresował się Tess, który jak wiadomo jest Murzynem.
- Nie.
O cholera, pomyślałem sobie, może to - nie daj Boże - Polak został jej wybrankiem? W takim razie lepiej szybko się pożegnać z całym towarzystwem, bo mnie się może dostać za jakiegoś Polaka, gustującego w  leciwych Angielkach. Jednak z drugiej strony prawdopodobieństwo, że chodzi o rodaka było znikome - Angielki unikają synów Wielkiego Narodu Polskiego, zadawanie się z Polakiem, to dla nich obciach, toteż podbudowany tą myślą postanowiłem pozostać. Tymczasem Tess naciskał dalej: - A kto?
- Jakiś Pakistańczyk - z tonu odpowiedzi można było odnieść wrażenie, iż nie tyle przeżywa utratę żony, co fakt, że odeszła z Pakistańczykiem.
Później zrobiło się trochę nudno - Dave zaczął przypominać swoją podróż poślubną na Mauritius, a „Clint” na Ibizę, później wrócili do prehistorii, czyli do czasów, jak poznali swoje żony. Ośmielony tym, że żaden z moich rodaków, za przeproszeniem, nie maczał palców, w odbiciu „Clintowej” małżonki, postanowiłem przerwać to smęcenie i powiedziałem, że odejście połowicy jest wydarzeniem radosnym i w związku z tym należy się cieszyć. Popatrzyli na mnie ze zdziwieniem: - Jak to? - zapytali niemal jednocześnie.
- Zaręczam wam, że niejeden facet dałby bardzo wiele, żeby być na twoim miejscu, żeby baba go zostawiła i poszła w cholerę, żeby mógł znów cieszyć się wolnością.
- Nasz polski przyjaciel mówi całkiem mądrze - stwierdził Dave.
„Clint”, który - jak się okazało - ma na imię Mick, spojrzał na mnie, tak, jakby zobaczył mnie pierwszy raz. Widać było, że moje słowa wywarły na nim wrażenie. Nic nie mówiąc wstał i ruszył do pobliskiego sklepu. Wrócił po kilku minutach z reklamówką, w której majaczyły dwa znajome kształty. Piliśmy przy naszym stoliku - właściciel pozwala zaprzyjaźnionym klientom na spożywanie alkoholu w swoim lokalu - nawet szklanki z lodem podał. Osobiście nie przepadem za lodem, źle przechodzi przez gardło, a ja niestety alkohol piję po chamsku - wlewam od razu, cokolwiek to jest, z wyjątkiem likierów, które wprost uwielbiam. Kiedy wyrzucałem puste butelki stwierdziłem, że piliśmy polską wódkę, ale nie napiszę jaką, bo za darmo nie będę reklamował.

***

Tydzień temu udało mi się nie napisać ani słowa o Viktorii i miałem nadzieję, że i tym razem będzie podobnie, ale nie da się, bo chyba skończył się pewien ważny - zależy zresztą, jak na to patrzeć - etap w jej życiu. Po tysiącu rozstań i powrotów jej związek z Benem najprawdopodobniej się zakończył. A było tak: siedziałem z koleżanką w swoim pokoju i… no właśnie, aż się boję napisać, że piliśmy alkohol, bo zaraz ktoś napisze do moich pracodawców: co wy tam jakiegoś pijaczynę zatrudniacie?! Przecież ten Młynarski bez przerwy chleje i jeszcze się tym chwali! O sorry, wcale się nie chwalę, powiem nawet, że jest mi wstyd, ale czy to moja wina, że ciągle ktoś przychodzi z jakąś butelką, lub piwem - tu spojrzałem w lustro - może mam taką specyficzną twarz, że nie można na nią patrzeć, jeśli wcześniej się nie wypije? Nieważne. No tak, popijaliśmy sobie rozmawiając i słuchając muzyki i nagle ktoś załomotał do drzwi. Przeraziłem się nie na żarty, bo to naprawdę był łomot. Pomyślałem, że to antyterroryści. Popatrzyłem z żalem na butelkę, bo było w niej więcej niż pół zawartości, szybko nalałem sobie i koleżance, łyknąłem i powiedziałem proszę. Drzwi się otworzyły i zobaczyłem Bena. Zaskoczył mnie swoim wyglądem, bo - zazwyczaj niechlujny - dziś był nie tylko starannie ogolony i uczesany, lecz miał na sobie eleganckie buty, jasne spodnie od garnituru i różową koszulę. W ręce trzymał baterię browarów. Nie miałem ochoty na kolejny wieczór z Benem, więc poprosiłem po cichu koleżankę, żeby dyskretnie schowała butelkę, natomiast jemu powiedziałem, że sorry, ale jestem zajęty, bo przeprowadzam wywiad z młodą, polską lekarką, która pracuje w renomowanej londyńskiej klinice. Lekko podpity Dave ukłonił się nisko i poprosił mnie na korytarz. Miał rozmowę z nowym pracodawcą, pokazywał mi jakieś papiery, mówiąc, że dostał dobrą pracę w Chesham, gdzieś w Kent i wyjeżdża w przyszłym tygodniu. Pogratulowałem i wyraziłem nadzieję, że do tego czasu zdążymy to uczcić, ale na pewno nie dzisiaj. Cdn.

Janusz Młynarski

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com