Friday, Oct 31st

Last update08:56:59 AM GMT

Rasista Tess chwali Polaków

Befsztyk a'la boyfriend. Zrywanie to jej specjalność. Viktoria wraca na Węgry.

Kiedy Ben po raz kolejny odmówił Viktorii pójścia do jej pokoju, dostał w twarz pięścią. Od niej zresztą. To był dopiero początek, bo po chwili na jego głowie zaczął lądować grad ciosów zadawanych z niesamowitą szybkością. Grad ów, zakończyło uderzenie zadane walającym się po podłodze plecakiem. Viktoria tłukąc Bena, wyliczała mu wszystkie jego grzechy, które popełnił wobec niej w ciągu półtorarocznej znajomości. Hałasy obudziły lokatorów z pierwszego piętra, toteż nic dziwnego, że pojawili się w ilościach hurtowych przed moimi drzwiami, a że nie były one zamknięte, więc mieli okazję zobaczyć to i owo. Największym zaskoczeniem dla nich było to, że kobieta bije mężczyznę - rzecz w kulturze islamu nie do pomyślenia przecież. Patrzyli i co rusz przecierali oczy. Po tym zajściu, twarz mojego gościa przypominała baranią rąbankę, którą można zobaczyć w gablotach chłodniczych arabskich sklepów. Niebawem na moim piętrze zjawił się zaspany wice-landlord, czyli Assif. Niezbyt zdecydowanie zapytał, co się dzieje i co robi tutaj ten facet z befsztykiem na twarzy? Wyjaśniłem, że jeszcze paręnaście minut temu jego twarz przypominała fizjonomię „bojfrenda” i w zasadzie - pomijając twarz, to reszta ciała w dalszym ciągu jeszcze jest owym „bojfrendem”. Spokojny głos Assifa sprawił, że Viktoria odstąpiła od rękoczynów i bez słowa udała się do swojego pokoju. Ben stał na ugiętych nogach i sprawiał wrażenie boksera, który po zainkasowaniu dużej liczby ciosów, nie bardzo wie, co się z nim dzieje. Odprowadziłem go do narożnika, czyli do fotela, a któryś z widzów przyniósł z łazienki zamoczony w wodzie ręcznik, niestety mój. Po zdjęciu ręcznika, twarz Bena nie wyglądała lepiej, ale na pewno inaczej - tym razem przypominała pizzę z pomidorami i pepperoni. No cóż, nie pozostało nic innego, jak tylko się napić. Przesiedzieliśmy do rana, a około siódmej Ben zadzwonił do pracy, że nie przyjdzie, bo został pobity, nie powiedział jednak przez kogo. Wyszedł dwie godziny później. Do Viktorii nie zajrzał. Za to, jakieś pięć godzin później, ona zajrzała do mnie. Znów te same żale, co zwykle i mocne postanowienie zerwania. Pod wieczór owo postanowienie zaczęło słabnąć i Viktoria wysłała do Bena trzy wiadomości oraz wykonała pięć telefonów, na które oblubieniec nie zareagował. I znów rozpacz, że on się już nigdy nie odezwie, że go straciła.
Ben odezwał się po dwóch dniach (ja typowałem, że nazajutrz) powiedział, że kocha, że tęskni, że jest mu przykro i trzeciego dnia zawitał u Viktorii. Pozwolę sobie nadal trzymać się gastronomicznych porównań - tym razem jego twarz przypominała placek ze śliwkami. Przyniósł mi cztery browary, ale stanowczo... no może nie tak całkiem stanowczo, ale odmówiłem - nie chciałem już żadnych awantur. Ben wstawił piwo do lodówki mówiąc, że jeśli będę miał ochotę, to mogę sobie wziąć. Akurat nudziło mi się trochę, więc od czasu do czasu przykładałem ucho do ściany, ale było dość cicho, tak więc nie udało mi się usłyszeć o czym rozmawiali.

***

Takiego rasisty jak Tess, nigdy w UK nie spotkałem. Ci, którzy regularnie czytują moje produkcje wiedzą, że mowa tu o moim koledze, czarnym Etiopczyku, z którym widuję się na porannej kawie. Tego dnia  rozmowa niespecjalnie się kleiła i jeśli chodzi o tempo, to przypominała dialog chłopów z Mrożkowego „Indyka”, aż wreszcie rozmowa zeszła na temat Viktorii. Tess był ciekaw, jak wygląda jej życie osobiste, czy nadal jest ze swoim chłopakiem? Kiedy rozmawiałem z Tessem, status mojej sąsiadki był taki, że była w związku. Tess był ciekaw z kim, więc ja mu - zgodnie z prawdą - udzieliłem wyczerpującej informacji. Kiedy dowiedział się, że Ben pochodzi RPA, zrobił minę jakby połykał żabę, następnie upił kilka łyków kawy i zrobił mi wykład na temat negatywnych cech charakteryzujących różne nacje. W Afryce - jak twierdził Tess - najgorsi są Nigeryjczycy, a zaraz po nich Tunezyjczycy i południowi Afrykańczycy, natomiast w Europie Albańczycy oraz rozsiani po całym świecie Cyganie. Najlepsi są oczywiście Etiopczycy. Ciekaw byłem, jak widzi Polaków, odpowiedział „Gud pipel bat drinking tu macz”, dziwiąc się przy tym, że nigdy nie widział mnie pijanego.
Minęło kilka dni i znów przyszła do mnie Viktoria, cała we łzach, z rozmazanym makijażem. Jest problem - Ben ma inną dziewczynę. Jakąś Jennifer. Podobno to Włoszka. Trochę dziwne imię jak na córę Italii, ale przecież i u nas nie brakuje różnych „Brajanów”, Allanów czy Olivierów. Ta Jennifer jest ponoć strasznie puszczalska, do tego pije i ćpa - tak przynajmniej twierdzi sąsiadka. Kiedy się z nią nie spotyka - a dzieje się tak coraz częściej - imprezuje i sypia z tamtą. Po raz tysięczny wyjaśniałem jej, że ma tylko dwie możliwości - zaakceptować istniejącą sytuację albo zakończyć związek. Najrozsądniejszym wyjściem byłoby to drugie. Viktoria - nie wiem po raz już, który z rzędu - postanowiła rozstać się Benem. Wysłała mu wiadomość, że zrywa i co jest powodem jej decyzji i zabroniła mu dzwonić do siebie.
- Niech sobie dzwoni, nie będę odbierać telefonów.
I dotrzymała słowa, nie odbierała, ale tylko dlatego, że on nie dzwonił.
Minęły dwa dni, a oblubieniec nadal nie dawał znaku życia. Viktoria większość czasu spędzała u mnie więc widziałem, że mało jajka nie zniesie patrząc na wyświetlacz telefonu. Wieczorem się załamała i znów zaczęła płakać.
- On w ogóle nie dzwoni, już nie chce ze mną być - chlipała.
- Nie dzwoni, bo przecież sama mu zabroniłaś! A tak w ogóle, to z nim zerwałaś!
- Tak, ale ja myślałem, że on nie potraktuje tego poważnie.
No właśnie, te głupie kobiece gierki! Nie wiem, po jakie licho tak kombinować - zrywam, to znaczy, że nie zrywam, nie chcę, żeby dzwonił, czyli chcę, żeby dzwonił. Dzięki ci Boże, że chroniłeś mnie przez całe życie przed spotkaniem takich popieprzonych bab.
- On nigdy nie traktował poważnie twoich gróźb i deklaracji, będziesz mu potrzebna. Na razie jest mu dobrze z Jennifer. Zadzwoni, spokojna głowa.
Na drugi dzień wpadła do mnie o dziewiątej rano, cała w skowronkach. Ben zadzwonił, chce ją odwiedzić wieczorem.
- I po co to ciągniesz, masz szansę zakończyć ten cały bezsensowny związek. Powiedz mu, że nie życzysz sobie, żadnych odwiedzin, że to już definitywny koniec.
Viktorii jednak takie wyjście nie pasowało:
- Niech przyjdzie, ale będę wobec niego zimna i cyniczna.
- Zimna i cyniczna będziesz przez 10 minut, a potem rozłożysz nogi i tak będzie w nieskończoność.
- Przysięgam, że nie.
- A przysięgaj sobie do woli, ja wiem swoje.
Z jednej strony byłem zły na nią, że gnębi mnie ciągle swoimi problemami, ale z drugiej - wdzięczny, przynajmniej mam o czym pisać, gdy nic się nie dzieje, albo wena nie dopisuje.
Ben wparował pod wieczór, najpierw zaszedł do mnie, później dopiero udał się do niej. Wyglądał jak młody Frankenstein, ta Jennifer musi być niezbyt wymagająca w kwestiach dotyczących męskiej urody. Oczywiście natychmiast przyłożyłem ucho ściany. Zgodnie z moimi przewidywaniami cynizm i oziębłość Viktorii stajały przed upływem kwadransa. Później było już tylko słychać skrzypienie łóżka i pojękiwania.
Minęły kolejne dwa dni i znów to samo, czyli kolejne definitywne rozstanie, poprzedzone - jak zwykle - konsultacją ze mną. Viktoria prosiła mnie o radę: czy powinna pojechać do Bena i powiedzieć mu, że zamierza się z nim rozstać, czy raczej powinna powiadomić go telefonicznie? Ja optowałem za drugą ewentualnością, ale ona uznała, że będzie lepiej gdy powie mu to prosto w oczy. Wychodząc spytała, czy będę wieczorem w domu, bo gdy wróci zda mi relację. Zrywanie trwało cztery dni i zakończyło się kolejnym pojednaniem.

***

Aż się boję pisać, ale... po kilku dniach Viktoria postanowiła zerwać znajomość z Benem. Kiedy ją wyśmiałem, powiedziała, że tym razem to już absolutny koniec, bo Ben nie chce przestać spotykać się z Jennifer, a ona tego już dłużej tolerować nie może. Zerwała. Przez trzy dni siedziała w domu wychodząc tylko na zakupy. Czwartego dnia zaproponowała spacer do parku i po parku. Choć nienawidzę spacerów, to uległem jej prośbie, bo akurat nie bardzo miałem o czym pisać. Pochodziliśmy sobie tu i ówdzie, co diabelnie mnie męczyło. Jedyne co lubię w parkach, to ławki i kiedy znaleźliśmy wolną natychmiast usiadłem. Viktoria zaczęła mi opowiadać o swoich planach. Zamierza wrócić na Węgry, bo w Londynie czuje się tak potwornie samotna, że ma już serdecznie dosyć. Wyjazd zaplanowała na sierpień, wcześniej chce wysłać paczki ze swoimi rzeczami, chce też uzyskać obywatelstwo brytyjskie. Byłem ciekaw, z czego zamierza żyć na tych Węgrzech skoro, jak sama mówiła, o pracę ciężko, a matka na zasiłku. Powiedziała, że do sierpnia zaoszczędzi wystarczająco dużo pieniędzy, by móc się tam utrzymać. Szalona! Zarabia 700 funtów miesięcznie, bo pracuje na pół etatu z tego 360 płaci za pokój, 100 funtów wysyła matce i 140 przeznacza na utrzymanie się. Ciekawe, ile uda się jej zaoszczędzić. A obywatelstwo? Przecież za to też jest jakaś opłata, 800 funtów bodajże. O to akurat się nie martwi, bo Ahmed obiecał, że jej pożyczy. A reszta? No rzeczywiście, to może problem. Kompletnie oderwana od rzeczywistości!
Z parku poszliśmy na kawę. W barze powitano ją bardzo serdecznie, bo od dawna tam nie zaglądała. Pochwaliła się, że już jest wolna, że zerwała z Benem. Ponieważ właściciel i większość bywalców znała jej sytuację, wszyscy tę decyzję poparli. Zwolniły się miejsca na zewnątrz, więc usiedliśmy tam. Zadzwonił telefon. To był Ben, stracił pracę, nie ma kasy, czy może mu przywieźć 20 funtów. Nie miała, ale pożyczyła ode mnie. Kiedy już miała je w garści szybko wstała od stolika informując, że za chwilę ma pociąg na Angel, czyli tam gdzie mieszka Ben. Cdn.

Janusz Młynarski

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com