Rząd Tuska i Pawlaka ma już 100 dni. Posypały się więc komentarze. Najbardziej złośliwy, jaki słyszałem brzmiał: „Jak to? Sto dni? I to jeszcze nie koniec?”. Strach pomyśleć, że zostało jeszcze ponad 1000 dni…
Jednak nie złośliwości są tu najciekawsze, ale coś innego. Coś bardzo dziwnego, bo pojawiła się cała masa dowcipów na temat PO. Dotychczas kpiono przecież z PiS-u. Taki obrót sprawy, to zawsze znak utraty autorytetu. Wszyscy żartują z Platformy. „Emerytura bliżej śmierci - nowe hasło PO”, czy „Rząd stanął na czele protestu przeciwko własnym decyzjom” - to tylko jedne z wielu. Dowcip w polityce ma dwa znaczenia - pozwala złagodzić lęk przed władzą i odbiera jej monopol mądrości. Nic dobrego to nie wróży. Mamy początek kadencji, a tu już tyle dowcipów. Do jej końca, uśmiejemy się zatem do łez…
Obśmiany Tusk najwyraźniej stracił pewność siebie i zmienia zdanie co kilka dni w każdej sprawie. W kwestii ACTA, rekonstrukcji rządu, refundacji leków… Kto wie, czy to nie najpoważniejszy błąd w tych pierwszych 100 dniach. Ta chwiejność. Nic tak nie ośmiela innych niezadowolonych, jak to, że rząd wycofuje się z podjętych decyzji pod presją. Raz uruchomiony mechanizm rusza i już. Wszystkie partie opozycyjne, rzuciły się więc do wiosennej ofensywy. Zapowiadają ustawy, objazdy, protesty. Tusk będzie zatem musiał być stanowczy i dlatego w sprawie emerytur pokazuje bezwzględność i niezdolność do żadnego, póki co, kompromisu. Jednak na tym też traci. Jak wyjść z logiki dewaluacji? Skokiem w bok? Zawsze to Platforma robiła! Dlaczego teraz nie potrafi? A może po prostu tym skokiem ma być Euro 2012? Tylko czy rząd się doczeka? I czy ataki hakerów, korki na niewybudowanych autostradach i słabe występy narodowej drużyny nie okażą się skokiem w przepaść?
Janusz Palikot