Notowania PO poleciały na łeb na szyję. Nikt się tego nie spodziewał jeszcze miesiąc temu...
Tusk, jako pierwszy polityk po 1989 roku, wygrał dwa razy z rzędu wybory parlamentarne i został historycznym „podwójnym” premierem. Jego sprawność z poprzedniej kadencji, wychodzenie z najtrudniejszych sytuacji, powódź, kryzys światowy, pandemia grypy, katastrofa smoleńska - to wszystko czyniły z niego człowieka nie do zatrzymania. Aż tu nagle - błąd za błędem. Ustawa o refundacji leków, ACTA, Mucha, reforma emerytalna… Wszystko idzie źle. Tusk jest nieporadny i coraz bardziej zdeterminowany do konfrontacji. To wbrew jego „stylowi”. To coś niezrozumiałego. Znajomi dziennikarze, którzy jeszcze miesiąc temu, piali z zachwytów powtarzają teraz - czar prysł!
Co zatem się stało? Tusk nie wytrzymał presji sukcesu? Nie ma pomysłu na Polskę? Zapamiętał się w wykańczaniu Schetyny i zapomniał o rządzeniu - koncepcji jest bez liku! Im bardziej głębokie, poważne, analityczne, wynikające z dodatkowych rozpoznań w obozie władzy - tym bardziej wydumane! A prawda jest wręcz banalna i dlatego tak trudna do odkrycia. Otóż Tusk się plącze, gubi i popełnia błędy, bo nie jest nauczony działać realnie. Robić wrażenie, pozorować działania, posługiwać się PR - to tak. Ale działać, procedurować, procesować, egzekwować, rozliczać ze zmiany w „realu” - to wszystko jest dla niego obce. On tego nigdy nie robił. Ekipa Tuska tego nie potrafi. Na tym polega problem! Na braku doświadczenia w działaniu. I teraz, kiedy trzeba jednak realnie działać, prowadzić dialog z opozycją i przede wszystkim ze społeczeństwem, to wychodzi brak kompetencji. Niczym las Makbeta, dopada Tuska jego własna historia i on się boi. Nocne mary mają twarz własnych zaniechań i natarczywie przywołują wspomnienia o braku działań. Ręce są pełne nicnierobienia. Strach podpowiada - nie myśl o tym, nic się nie zmieniło, jesteś wielki, zamknij oczy!
Janusz Palikot