Monday, Feb 06th

Last update10:00:00 PM GMT

Jak zarobić na gen. Sikorskim i nie tylko cz.4

Różnice pomiędzy sensacją, a dociekaniem prawdy, czyli kiedy historyk staje się biznesmenem i co z tego wynika.

Na pogardę zasługuje scena z filmu fabularnego, przedstawiająca preparowanie ciał w biały dzień, gdzieś na skale, gdzie pod nią na plaży bawią się dzieci, których notabene w tym czasie raczej na Gibraltarze nie było, gdyż była to „zamknięta baza wojskowa”, jak stwierdził sam Baliszewski. To nie preparowanie ciał, a jakiś akt profanacji – tłuczenie kamieniem po ciałach wzbudza grozę. Wcześniej spreparowane ciało, znane z akcji Mincemeat, było przechowywane przez kilka miesięcy, zanim zostało wykorzystane przez specjalistów i - jak twierdzi sam autor filmu - z wykorzystaniem całej wiedzy medycznej. A tu w Gibraltarze, gdzie zamach planowany jest od wielu miesięcy (zaaranżowany przyjazd kilku morderców, Gralewskiego jak i sama podróż Sikorskiego do Andersa) i w które to przygotowania zaangażowany jest sam Churchill, bo to on wysyła depeszę przyspieszającą powrót Sikorskiego, do preparowania ciał użyto kamieni gdzieś na zielonej trawce. Chyba Baliszewski ma zbyt niskie mniemanie o brytyjskim wywiadzie i agentach służb specjalnych.

Niezdarna mistyfikacja
Ogólnie przez cztery odcinki filmu dokumentalnego i przez cały film fabularny z ekranu wyłania się obraz nadzwyczaj niezdarnie przygotowanej mistyfikacji i wydaje się, iż sam film jest jej częścią. Większość faktów przedstawionych przez Dariusza Baliszewskiego nie ma jakiegokolwiek pokrycia w zwykłej logice i zasadach zdrowego rozsądku. Ilość zaangażowanych w całe przedsięwzięcie osób jest tak ogromna, iż nie można by faktu zabójstwa utrzymać w tajemnicy. Nie ma możliwości przeprowadzenia tak skomplikowanej akcji w tak nieudolny sposób. Ciągłe podkreślanie, że prawdy nie poznamy nigdy z uwagi na utajnienie akt brytyjskiego wywiadu, nie dodaje wiarygodności całemu obrazowi, a zdaje się być wentylem bezpieczeństwa, mającym na celu umożliwienie autorom wymówkę. Ponadto nie wydaje mi się, aby na podstawie tak przeprowadzonej analizy i rekonstrukcji zdarzeń, jak to zaprezentował Dariusz Baliszewski, poważny historyk pokusił się o oskarżenie o zabójstwo agentów wywiadów sprzymierzonych państw.
W tym miejscu pokuszę się o drobną refleksję na temat całego zdarzenia z 4 lipca 1943 roku. W czasie, kiedy do wiadomości publicznej dostały się informacje o zamordowaniu przez sowieckich Rosjan ponad 20 tysięcy polskich żołnierzy i oficerów, Polska była w sytuacji, w której jedynym atutem naszych sił zbrojnych był zapał do walki. Już nie liczebność polskiej armii była ważna, ani jej wyszkolenie, co stanowiło atut w czasie bitwy o Anglię.

Churchill potrzebował żywego Sikorskiego
Churchill mógł wykorzystać potencjał militarny i wiedzę Amerykanów oraz, brzydko mówiąc, mięso armatnie Rosjan i w ten sposób, z czystymi rękami i bez narażania Brytyjczyków mógł prowadzić wojnę w Europie. I taką właśnie politykę chciał prowadzić. Jednak jak wspomniałam Churchill nigdy nie był zwolennikiem wysyłania na wojnę swoich żołnierzy masowo, co bez wątpienia było powszechną praktyką w czasach imperium brytyjskiego, więc nie bardzo wierzę w fakt, iż zgodziłby się on na zamordowanie w jednym samolocie z Sikorskim i jego ludźmi wszystkich członków załogi samolotu – Brytyjczyków – wraz z dwoma członkami parlamentu brytyjskiego i kolejnych dwóch brytyjskich agentów. Mam wrażenie, że w całej sprawie wszyscy zbyt ważną rolę przypisują Sikorskiemu i zapominają o innych ofiarach katastrofy. Jeżeli doszło do sabotażu, to na pewno bez wiedzy i bez przyzwolenia Churchilla i jego rządu. Niestety, co stwierdziła komisja prowadząca dochodzenie w 1943 oraz późniejsze w 1969 roku, zabezpieczenie samolotu w czasie postoju w Gibraltarze pozostawiało wiele do życzenia i mogło dojść do umyślnego uszkodzenia samolotu. To, czy na pewno tak się stało, podejrzewam iż znalazło się w dokumentach dochodzenia prowadzonego przez służby specjalne. Przecież Wielka Brytania nie mogła przyznać się publicznie do tego, iż na terenie jej bazy wojskowej, tuż pod nosem strażników, jakiś agent podszedł do samolotu niezauważony i coś tam uszkodził. W tej sytuacji politycznej, w jakiej znajdowała się Wielka Brytania, usunięcie Sikorskiego też nie leżało w jej interesie. Sikorski, choć twardo stawiał sprawę, to jednak dążył do porozumienia ze Stalinem. Żaden innych Polski polityk w tym okresie nie mógł zastąpić Sikorskiego w tych dążeniach. Jeżeli więc weźmiemy pod uwagę, jakie straty w tej katastrofie poniosła Wielka Brytania, to czy nie nasuwa się jednak myśl, że to raczej nie oni pomordowali swoich ludzi w samolocie i jeszcze jakiś aktorów, agentów polskich i kurierów. Bo i po co? Jakie korzyści ze śmierci Sikorskiego miała Wielka Brytania? To, że ułatwiła Rosjanom zatuszowanie prawdy o Katyniu na kolejne 50 lat? Rosjanie mieli pewnie setki okazji, żeby pozbyć się Sikorskiego i prawdę mówiąc to właśnie Rosjanie najpowszechniej stosowali pozbawienie życia jako sposób usunięcia wrogów politycznych. Dlaczego wszyscy oskarżają Brytyjczyków? Tu właśnie pojawia się kwestia możliwości polskiego wojska i służb specjalnych. Polska armia nie miała możliwości sama przeprowadzić takiej operacji. Brak sprzętu, środków łączności, prawdopodobnie brak w otoczeniu Sikorskiego ludzi gotowych do takiego czynu zmusił poszukiwaczy sensacji do włączenia w sprawę Brytyjczyków. Wracając do filmu dokumentalnego „Generał” zauważyć trzeba, iż Baliszewski opowiada o tym ważnym elemencie, jakim jest otoczenie Sikorskiego, w sposób nieskładny i chyba bez dostatecznego zdecydowania. W jednym odcinku twierdzi, że Sikorski „nie ma swoich ludzi. Wystarczy zobaczyć z kogo konstruuje rząd”, aby w kolejnej cześć powiedzieć, że „Sikorski otaczał się ludźmi oddanymi sobie” i w myśl tej idei zorganizował obóz na wyspie Bute. To jak to jest z otoczeniem Sikorskiego? Może jednak jest tam ktoś, kto wykorzystując luki w procedurze zabezpieczenia samolotu, dopuszcza do maszyny osoby trzecie? Ale dowodów na to nie znajdziemy w odtajnionych dokumentach. Możliwe jest też, że takiej osoby nie ma i tu powstaje problem dla sensacyjnych podejrzeń o przyczyny śmierci gen. Sikorskiego, bo nie ma jak dostać się do samolotu, aby tego sabotażu dokonać. Trzeba więc wymyślić sensacyjną teorię o masowym morderstwie i udziale Brytyjczyków, bo inaczej nie zaciekawi się opinii publicznej i nie zarobi pieniędzy.

Analizując dokumenty z okresu po katastrofie zauważyć można wiele analogii do sytuacji po niedawnej katastrofie TU-154 w Smoleńsku. Jak się okazuje, w tak dramatycznych chwilach wszystkim puszczają nerwy i aby jak najszybciej dostarczyć informacje, czasem przekazują te niepotwierdzone, albo nawet tylko wysnute, a nie oficjalne stwierdzone. Tak powstał z pewnością mit o niejasnych i nieprawdziwych wiadomościach płynących z Gibraltaru w potoku depesz dyplomatycznych. Wiele z nich zawierało szczątkowe informacje, ale nie miało to na celu dezinformacji, ale wynikało z dużego napięcia i szoku jaki towarzyszył zapewne uczestnikom akcji ratunkowej. Dlatego też nie można nikogo winić za podawanie w kilkadziesiąt minut po katastrofie niedokładnych informacji. Tak samo było w przypadku TU-154. Pierwsze wiadomości mówiły o ponad 130 osobach na pokładzie, a i problemem było ustalenie kompletnej i prawdziwej listy pasażerów. W 1943 roku do akcji ratunkowej ruszają zwykli żołnierze siedzący na plaży, podchmieleni zapewne alkoholem, ponieważ 4 lipca odbywały się obchody amerykańskiego święta niepodległości. Czy można ich winić za podanie może nie całkowicie zgodnej z prawdą informacji? Może właśnie dlatego, iż członkowie komisji uważali, że ci żołnierze mogli być pod wpływem alkoholu, dlatego ich nie przesłuchiwano?
Po upływie blisko 70 lat od katastrofy ciężko ustalić prawdę i przyznam szczerze, że podziwiam ludzi, którzy pomimo upływu lat próbują badać sprawę, a jeszcze przy tym poddawać pod wątpliwość zachowane szczątki dokumentów i materiałów dowodowych. Przeprowadzone w 1969 roku i później dochodzenie miało największe szanse na ujawnienie jakiś nieznanych faktów czy dokumentów. Była wtedy jeszcze szansa porozmawiania z żyjącymi świadkami. Obecnie takiej możliwości już nie ma i jakiekolwiek dochodzenie nie może zaistnieć. Wszystkie teorie wysnute ówcześnie to tylko spekulacje i nie odważyłabym się oskarżać konkretnych osób z podaniem ich nazwisk. Takie praktyki są karalne. Bezpodstawne oskarżenie kogokolwiek o zabójstwo to bardzo nierozsądna postawa, na którą poważny historyk sobie nie pozwoli. Dariusz Baliszewski bazuje na tym, iż większość osób wymienionych w filmie już nie żyje i nie obawia się on z ich strony jakiegokolwiek działania. Ale czy historyk powinien zarzucać konkretnym ludziom tak negatywne działanie w chwili, kiedy żyje sobie w wolnym kraju i przez całe swoje życie nie poznał grozy wojny? Nie wiem czy my, pokolenia powojenne, mamy prawo bez niezbitych dowodów, oskarżać kogokolwiek o czyny niezgodne z prawem dokonane w czasie wojny? W czasie wojny istnieją inne zasady, a ponieważ my nigdy nie narażaliśmy swojego życia, to czy mamy prawo osądzać innych bez mocnych dowodów? A dowodów w sprawie zamachu na życie Sikorskiego nie ma. Są tylko poszlaki, które z upływem czasu rozmywają się i nie można ich nawet już w tej chwili klarownie przedstawić. Jedynym dowodem na zaistnienie sabotażu może być fakt, iż ani w 1943 roku, ani w 1969 nie został ten wątek należycie zbadany i ewentualnie wyjaśniony. Ale to nie powód, aby bezkarnie nadużywać czyjegoś nazwiska lub naskakiwać na rządy państw i ich polityków.
 
Może czas zostawić w spokoju gen. Sikorskiego i pozwolić mu na wieczny spoczynek w wolnej od dalszych mistyfikacji i zakłamywania historii Polsce.

Agnieszka Bramreja Mazur, Pogoria.org

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com
Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.