Monday, Feb 06th

Last update10:00:00 PM GMT

Jak zarobić na gen. Sikorskim i nie tylko cz.2

Różnice pomiędzy sensacją, a dociekaniem prawdy, czyli kiedy historyk staje się biznesmenem i co z tego wynika.

Baliszewski wie wszystko, a nawet więcej
Zresztą takich nieścisłości w całym filmie jest mnóstwo. Baliszewski w jednym odcinku mówi coś, a w kolejnym coś zupełnie przeciwstawnego. Weźmy na ten przykład sprawę Gralewskiego, tego tajemniczego kuriera z Polski, który dziwnym trafem znalazł się w samolocie Sikorskiego. Jeżeli Gralewski miał być przysłowiowym „kozłem ofiarnym” całej akcji i miał dać nazwisko zabójcom, to dlaczego przebywając w obozie Miranda del Ebro dostał polecenie ostrzec Sikorskiego przed zamachem? Po co takie zadanie dla człowieka, który i tak po przybyciu na Gibraltar miał być zgładzony? Ponadto, jeżeli Baliszewski twierdzi, że Gralewski jechał do Gibraltaru, aby ostrzec Sikorskiego i jeszcze na kilka godzin przed odlotem pisze list do ukochanej żony, że cieszy się z powrotu do domu, to jaki miało sens przedstawienie totalnie pozbawionej sensu wypowiedzi Ludwika Łubieńskiego, że Gralewski wyraził życzenie być pochowanym na Gibraltarze? Wypowiedź ta jest zresztą przycięta. To wyrwane z kontekstu jakieś dziwne stwierdzenie człowieka już starszego i pewnie mającego już dość całej sprawy wypadku Sikorskiego. W tym momencie to miała być chyba jakaś sugestia, że Gralewski wiedział, że nie wyjdzie cało z Gibraltaru, ale dlaczego miał tak myśleć? Czy był ochotnikiem, który stwierdził, że odda życie za zamordowanie Sikorskiego? To jakiś kamikadze? W filmie Gralewski przedstawiony jest jako osoba raczej zwykła, nie odgrywa on żadnej ważnej roli w konspiracji, jest szaleńczo zakochany w żonie i pewnie chciałby do niej wrócić, a tu nagle wybiera sobie miejsce pochówku? A może po prostu w zwykłej rozmowie z kolegami powiedział, iż Gibraltar to ładne miejsce na starość po wojnie, a może i nawet na grób, ale czy od razu panowie historycy muszą doszukiwać się w tym jakichś podtekstów o misji samobójczej? Sama myślę, że Gibraltar to świetne miejsce na starość – ciepło, czyste powietrze i przyjemna kompozycja błękitu morza, zieleni tropikalnej roślinności i surowej bieli skały. Poza tym chciałabym wiedzieć, o co chodziło autorom filmu, kiedy stwierdzili, iż Gralewski leży pod murem cmentarza jak jakiś samobójca? Chciałabym zauważyć, że pod murem leży Whiteley, a grób Gralewskiego jest drugi od muru. To co? Mamy z tego wnioskować, iż Whiteley był większym samobójcą od Gralewskiego? To jest tu jakaś hierarchia – kto bliżej muru, to większy samobójca? Ciekawe, jak się to ma do faktu, że zostali oni pochowani na wojskowej części cmentarza w pobliżu bazy RAF-u. Może to o to chodziło? Może po prostu tam umiejscowione zostały groby żołnierzy z tego okresu? Popatrzmy na szerszy plan, niż to przedstawia Dariusz Baliszewski. Za żywopłotem leżą żołnierze z lat 1943-46, w tym jeszcze jeden Polak. Ponadto, jest tam siedem rzędów, z czego każdy zaczyna się od grobu przy murze. To iluż tych samobójców było w tym Gibraltarze? Poza tym, dookoła żywopłotu znajdują się groby żołnierzy z późniejszych lat. Czy to usytuowanie grobów może być próbą zatuszowania grobu samobójcy? To w takim układzie trzeba sprawdzić, czyim agentem był grabarz. Przepraszam za ten sarkazm, ale to już przechodzi moje rozumowanie. Może zajmowanie się zbyt długo historią źle wpływa na postrzeganie faktów?
   Wracając do tematu wypowiedzi Ludwika Łubieńskiego muszę przyznać, iż Baliszewski wykonał świetną robotę, przeprowadzając wywiady ze świadkami albo osobami podającymi się za świadków katastrofy. Szkoda tylko, że zanim wykorzystał ich wypowiedzi w swoim dziele życia, jakim niewątpliwie jest ten film, nie obejrzał ich wcześniej i nie posłuchał tych sensacyjnych wypowiedzi, przez co całe dzieło życia poszło na zmarnowanie.

Kogo i co widział Karbowski
Weźmy na ten przykład Henryka Karbowskiego. Facet nie bardzo radzi sobie z językiem polskim, ale mógłby przysiąc, że widział pilota wychodzącego na brzeg. Ten sam człowiek twierdzi później, że w czasie startu samolotu był gdzieś daleko na drodze. Po czym za kilka minut w swojej wypowiedzi stwierdza, iż stał przy Łubieńskim i ten kazał mu salutować. Poza tym, to jeszcze wcześniej był na skale. Jakiś podrzędny żołnierz czekający na przerzut do walczących wojsk stał przy Łubieńskim, Szefie Polskiej Misji, kiedy startował samolot, a poza tym twierdzi, że nie widział, jak osoby wsiadały do samolotu. Coś się ta relacja mija z logiką i ciężko z tych fragmentów wywnioskować, co ten człowiek właściwie chciał powiedzieć. Można by te wypowiedzi całkowicie wyciąć i to bez straty dla filmu. Najlepsze jest to, co znalazłam w dokumentach z dochodzenia z roku 1969. Otóż czytamy w nich, iż Pani Robinson, wdowa po pilocie Herringu, czyli tym, który podobno był widziany, jak wychodził z wody, konsultowała się prawdopodobnie z astrologiem w kwestii zaginięcia jej męża. Dlatego też jej opowieści o tym, iż jej mąż dzwonił do niej już po katastrofie, nie powinny raczej stanowić oparcia dla teorii badaczy przyczyn wypadku.
„From an exchange of correspondence with Mrs. Robinson in December 1968, we are aware that she is convinced that Her first husband did not die in the crash in 1943, and, indeed, that he was not even on the aircraft at the time. We have heard privately, though this cannot be confirmed, that she has been consulting astrologers.”
26 th February 1969
 
Trzeba dodać, iż w filmie przedstawiono Herringa jako człowieka nowego w załodze Prchala, co nie znalazło poparcia w dokumentach zgromadzonych w Kew Gardens, ponieważ z rejestru lotów i z zeznań Prchala jasno wynika, iż z Herringiem leciał on (z Sikorskim na pokładzie) już z UK do Gibraltaru, a potem do Kairu i w drodze powrotnej miał tą samą załogę.
Świetna jest też scena przekazywania przez Panią Alicję Iwańską, wdową po Gralewskim, kartki papieru. Oczywiście pustą, niezapisaną kartkę to Gralewski dołączał do każdego listu, który Pani Alicja zachowała. Pani Alicja stwierdza, że zachowała listy Gralewskiego do niej, ale zniszczyła listy od niej do Gralewskiego. Czyli z tej wypowiedzi wynika, że Baliszewski utrzymuje, iż Gralewski miał w kieszonce munduru listy napisane przez siebie. Twierdząc, że nie rozmoczyły się w wodzie i nie rozmazał się atrament udowadnia, że Gralewskiego znaleziono na płycie lotniska. Jeżeli Gralewski miał przy sobie listy, to były one napisane przez Panią Alicję do niego, a te Pani Alicja zniszczyła. Może właśnie dlatego atrament się nie rozmazał? Ostatnie listy Gralewski mógł włożyć do torby z pocztą. Do tej torby, którą znaleziono na płycie lotniska i dlatego nie były rozmoczone.

Agnieszka Bramreja Mazur
Pogoria.pl

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com
Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.