Musiało minąć 70 lat, by w Wielkiej Brytanii powstał film o wkładzie polskich lotników w zwycięską bitwę nad Anglią. Trochę za późno, bo większość asów polskiego lotnictwa już nie żyje, ale ci, którym się udało dożyć premiery, są szczęśliwi – 21 marca w Museum of War po raz pierwszy pokazano film pt. „Polska Bitwa o Anglię”.
Nikt nie ma wątpliwości, że losy II wojny światowej mogłyby się potoczyć zupełnie inaczej, gdyby niemieckie lotnictwo zawładnęło niebem nad Anglią. Ale nie zawładnęło i to głównie polskim pilotom, którzy strącili najwięcej samolotów hitlerowskiej Luftwaffe. Przez 70 lat wkład polskich lotników był niemal całkowicie pomijany, a oni sami musieli przejść drogę pełną upokorzeń, zarówno ci, którzy pozostali na emigracji, jak i ci, którzy wrócili do komunistycznej już Polski.
Carl Hundmard, który nakręcił ten film dla kanału telewizyjnego Channel 4, powiedział w wywiadzie dla TVP, że ten ma nie tylko pokazać waleczność Polaków, ale naruszyć pewną butę, pewność siebie Brytyjczyków i ich własne mniemanie o tym, że nikt nie potrafi walczyć lepiej od nich.
Jeden z nielicznych żyjących pilotów, którzy brali udział w bitwie o Anglię, Franciszek Kornicki, opowiadał o pierwszych tygodniach w bazie lotniczej, które spędził zaraz po przybyciu. Anglicy uważali polskich pilotów za lotniczych analfabetów – nie znali angielskiego i nie znali się na brytyjskich maszynach. Zanim wsiedli do samolotów musieli nauczyć się angielskiego, a ściślej 300 słów, które potrzebne były do tego by rozumieć wszystkie komendy.
Jak się później okazało, polscy piloci okazali się nadzwyczaj pojętni i szybko okazali się jednymi z najlepszych w alianckich siłach powietrznych. Powstało nawet powiedzenie, że polski pilot potrafi latać nawet na drzwiach od stodoły.
Pierwsi polscy lotnicy przybyli na Wyspy już po klęsce wrześniowej w 1939 roku i służyli ochotniczo w Royal Air Force. Pierwszym polskim pilotem, który zestrzelił nad Anglią niemiecki samolot, był porucznik Witold Ostrowicz (19 lipca 1940). Po klęsce Francji w 1940 roku do Anglii ewakuowano kolejne sformowane tam odziały polskich lotników i wtedy było ich już w Anglii około tysiąca. Angielski przemysł produkował wówczas dużo myśliwców. Do tego, żeby stawić czoła Luftwaffe, brakowało pilotów, a na wyszkolenie nowych nie było czasu. Od początku lipca 1940 roku organizowano zatem polskie jednostki w RAF-ie. Najpierw 300. dywizjon bombowy „Ziemi Mazowieckiej”, potem 13 lipca 302. „Poznański” dywizjon myśliwski, a trzy tygodnie później słynny 303. dywizjon myśliwski im. Tadeusza Kościuszki. W tym samym czasie uformowano 301. dywizjon bombowy „Ziemi Pomorskiej”, który 4 lata później latał ze zrzutami dla ogarniętej powstaniem Warszawy.
Bitwa o Anglię rozpoczęła się 8 sierpnia, a zakończyła 31 października 1940. Trwała więc dokładnie 12 tygodni. Według niektórych historyków za datę rozpoczęcia bitwy powinno się uznawać dzień 7 lipca.
Początkowo Anglicy nie ufali Polakom, ale nasi szybko pokazali klasę. 20 sierpnia pilot polskiego dywizjonu 302 zestrzelił pierwszy niemiecki samolot, a pierwsze zwycięstwo dywizjonu 303 miało miejsce 30 sierpnia, podczas lotu szkoleniowego, kiedy jednostka nie wykonywała jeszcze oficjalnych lotów bojowych. Dywizjon 303 trafił do 11. grupy myśliwskiej i jego zadanie polegało na atakowaniu niemieckich bombowców nadciągających nad Londyn od wschodu i południa. Rekordowym dniem był 7 września, kiedy to 12 Hurricane’ów wdarło się w formację niemieckich bombowców Do-215 i zestrzeliło 14 z nich, tracąc tylko dwie maszyny. Podobny wynik uzyskali 11 września: 13 zestrzelonych i dwie stracone maszyny. Wśród wszystkich 66 alianckich dywizjonów biorących udział w Bitwie o Anglię to właśnie polski dywizjon 303 strącił najwięcej maszyn wroga, mimo że do walki wkroczył w trakcie bitwy. Tę niezwykłą skuteczność piloci zawdzięczali m.in. doświadczeniu. Walczyli przecież z Niemcami od dwóch lat, używając samolotów polskich, francuskich, aż w końcu brytyjskich. W ciągu pierwszych siedmiu dni walki jednostka zestrzeliła 40 samolotów, a w ciągu sześciu kolejnych tygodni zgłoszono 126 zestrzeleń. W sumie Polacy latający zarówno w polskich, jak i w angielskich dywizjonach zestrzelili podczas bitwy o Anglię 203 niemieckie samoloty (35 prawdopodobnie). Zginęło 26 lotników. Polacy stanowili 5% alianckich pilotów, a zestrzelili 12% samolotów wroga.
Najlepszym pilotem dywizjonu 303 podczas bitwy o Anglię był Czech, Józef Frantisek. Strącił on 17 samolotów. Do historii przeszli także Witold Urbanowicz (15 zestrzeleń), Jan Zumbach (8) i Stanisław Skalski, któremu później powierzono dowództwo Polish Fighting Team, jednostki nazywanej „Cyrkiem Skalskiego”, walczącej w 1943 roku w północnej Afryce. Skalski zestrzelił w sumie 22 samoloty wroga.
Ówczesny brytyjski minister lotnictwa, Sir Archibald Sinclair powiedział: „Bez udziału dzielnych lotników polskich, którzy wypełnili lukę, brak wyszkolonych pilotów uniemożliwiłby nam uzupełnienie dywizjonów, potrzebnych do pokonania niemieckiego lotnictwa i tym samym do uzyskania zwycięstwa w bitwie o Wielką Brytanię. Walczyli oni mężnie u boku ich brytyjskich towarzyszy broni.”
Janusz Młynarski
foto: Arkady Fidler (1956). „Dywizjon 303”, Polish Institute and Sikorski Museum London