Sunday, Oct 26th

Last update08:56:59 AM GMT

Czas wolny

Dunkierka: Morska perła na wyciagnięcie ręki

Planujesz odpoczynek nad wodą, ale nie lubisz kamienistej plaży?  Lubisz zdrowo zjeść i odbija ci się angielskim, tłustym śniadaniem?  Lubisz historie?  To chyba wypad na weekend do Dunkierki  jest  rozwiązaniem dla ciebie

Miasto na wydmach
Dla większości z nas Dunkierka to tylko port. Krótki przystanek, gdzie musimy pokazać paszporty, zjeżdżając lub wjeżdżając na prom DFDS. Przystanek, w drodze z domu lub do domu. Dunkierke „się mija” i już, a szkoda, bo warto tam przystanąć lub też przygotować sobie krótki weekendowy  wypad z Dover promem DFDS.

Od samego portu, gdy minie się industrialne dźwigi, pojawia się na widnokręgu pas 15 kilometrów piaszczystych plaż i flandryjskich wydm.  To świetne miejsce do uprawiania takich sportów jak : kite-surfering, sand-surfering oraz wind-surfering. Ale co dla nas jest rzeczą niebywałą we Francji pojawił się nowy sport, który polega na brodzeniu w morzu jak najdalej od brzegu, nawet kilka kilometrów. A możliwe jest to tylko dzięki ukształtowaniu dna, gdzie mnóstwo jest wydm i mielizn, a znając ich położenie, można spacerować po nich tylko brodząc. Grupy Francuzów umawiają się na takie spacery w godzinach porannych w każdy weekendy i zamiast do parku, idą w morze....

Podwodne wydmy i brak możliwości budowy latarni morskich, spowodowały iż przez setki lat żeglarze i rybacy używali specjalnie zaprojektowanych statków-latarń, które oznaczały konkretne wydmy i ostrzegały flotę o niebezpieczeństwach mielizn. Te nietypowe pływające latarnie można dziś oglądać w Muzeum Morskim w Dunkierce, gdzie eksponaty opowiadają całą historię morskiej potęgi regionu i portu.

Trudno jest także sobie dzisiaj wyobrazić to, że właśnie te plaże były podczas II Wojny światowej świadkiem jednej z najbardziej spektakularnych akcji militarnej w historii. Podczas dziewięciu dni w 1940 roku ewakuowano z Dunkierki ponad 340.000 żołnierzy francuskich i brytyjskich, do tego celu użyto około siedmiuset statków. Akcja Dynamo do dziś to wielki sukces Brytyjczyków, a dla Francuzów to  klęska i zniszczone doszczętnie miasto. Dlatego większość turystów odwiedzający muzeum akcji Dynamo to Brytyjczycy.

Dzięki swojej lokalizacji Dunkierka słynie z niezwykłej kuchni. Na tym obszarze mieszają się wpływy kuchni flandryjskiej oraz kuchni, w której używane są przede wszystkim owoce morza.

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

Więcej…

Uśmiech w dowodzie

Czy na wszystkich dokumentach jakie nosimy w portfelu (torebce) musimy być smutni?

Ten dylemat pojawia się zawsze, ile razy chcemy załatwić oficjalny dokument: dowód osobisty, paszport, prawo jazdy i nie tylko. Jak mamy wyglądać na zdjęciu? Czy każde zdjęcie jest odpowiednie, a jeśli nie - dlaczego? I czy na każdym zdjęciu musimy mieć grobową minę czyli smutny wyraz twarzy?

Obowiązujące przepisy, w części gdzie jest mowa o zdjęciach, mówią o podstawowych wymogach związanych z wyglądem zdjęcia do określonego dokumentu. Jest pewne, że zdjęcie które zrobiliśmy do paszportu, nie zostanie przyjęte przez urzędnika przyjmującego od nas zdjęcie do dowodu osobistego, i odwrotnie. Wymagania w obu przypadkach są inne i tego nie zmienimy. Dlatego gdy chcemy od razu nowy dowód osobisty i paszport, musimy zrobić dwa inne ujęcia swojej twarzy. A teraz dobra informacja: foto do dowodu osobistego oraz do prawa jazdy może być to samo.

Jak już wiemy, przepisy związane z naszym wyglądem (a dokładniej: ujęciem) inne są gdy chodzi o paszport, a inne jeśli chodzi o dowód osobisty. Na zdjęciu w dowodzie musimy pokazać lewy profil oraz ucho. Na zdjęciu do paszportu musimy być en face, czyli mieć twarz na wprost.

Wątpliwości pojawiają się w chwili fotografowania, a częściej w chwili, gdy odbieramy zdjęcia. Pal licho, że przez kolejne lata będziemy pokazywać innym swój dokument, z nieudanym ujęciem. Ale dlaczego musimy być na nim aż tacy smutni, czyli niezbyt sympatyczni?

O ile przepisy mówią o uchu (musi być odsłonięte), okularach (nie przyciemnione i tylko wtedy, gdy mamy wadę wzroku), czy nawet nakryciu głowy związanym z wyznawaną religią, nie ma nic o wyrazie twarzy, o ustach i ewentualnym uśmiechu. Fotografowie w chwili wykonywania zdjęcia zwykle sugerują naturalny, czyli nijaki, bezbarwny wyraz twarzy. Gdy się uśmiechniemy, niektórzy wręcz zwracają uwagę, aby się nie uśmiechać. Czy mają rację?

I tak, i nie. Jak to zwykle bywa, wszystko zależy od konkretnego urzędu i urzędnika. Niektórzy mają w dowodzie osobistym swoje uśmiechnięte foto, gdyż urzędnik nie miał nic przeciwko temu. Zdarzały się  niestety przypadki, gdy urzędnicy odrzucali takie zdjęcia i trzeba było z powrotem wracać do fotografa, aby zrobić sobie zdjęcie ze smutną  miną. Jedno jest pewne: bardzo szeroki uśmiech nie przejdzie. O ile na zdjęciu do dowodu osobistego możemy być nieco uśmiechnięci (bo urzędnik przyjmujący zdjęcie miał lepszy dzień), uśmiech w paszporcie jest wykluczony.

Podsumowanie: zdjęcia w naszych oficjalnych dokumentach typu: paszport, dowód osobisty, prawo jazdy), niestety mają być nijakie i smutne. Jeśli chciałbyś spróbować powalczyć z urzędem (a nóż się uda) i dodać sobie kłopotu (ponowna wizyta u fotografa, ponowny koszt wykonania zdjęcia, ponowna wizyta w urzędzie), szczególnie jeśli szybkość wyrobienia sobie nowego dokumentu jest dla ciebie ważna - daj sobie spokój z uśmiechem. A szkoda, bo z uśmiechem każdy wygląda lepiej, nie tylko na zdjęciach...

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

To nie poniedziałek jest najgorszy

Okazuje się, że oprócz poniedziałków nienawidzimy także wtorków, śród i czwartków.

Amerykańscy naukowcy Brook University w stanie Nowy Jork przeanalizowali wypowiedzi 340 tys. osób, uzyskane w wywiadach telefonicznych. Wynika z nich, że z równą niechęcią odnosimy się zarówno do poniedziałku, jak i wtorku, środy czy czwartku, a we wszystkich tych dniach zazwyczaj cierpimy na podobną zniżkę nastroju – podaje BBC.

Wyjątkiem jest tylko piątek, od którego zaczyna się weekend. To właśnie w piątki, soboty i niedziele - jak zgodnie przyznawali badani - czują się oni szczęśliwsi i odczuwają więcej przyjemności oraz mniej stresu w porównaniu z resztą tygodnia.(mam)

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

Małpie figle w Longleat

Jedną z ostatnich wycieczek lata warto zaplanować do Safari Park w Wilshire.

Longleat położone jest w Wilshire, nieopodal Bath oraz słynnego Stonehenge. Z Londynu najłatwiej dostać się tu jadąc autostradą M3 lub M4 na zachód.

Longleat to przede wszystkim olbrzymia posiadłość Markiza Bath, lokalnego arystokraty. Rodzina zarządza olbrzymim pałacem i leżącymi dookoła 360 hektarami od XVI wieku. Dziś dom pełni funkcję muzeum, w którym odwiedzający podziwiać mogą zbiory książek, mebli, wyposażenia pamiętającego czasy napoleońskie i wiekowych obrazów.

To jednak nie jedyna atrakcja Longleat. Posiadłość znana jest w Wielkiej Brytanii głównie z parku Safari, pierwszego, jaki powstał poza terytorium Afryki. Od połowy 60 lat. XX wieku do dziś zgromadzono tu przedstawicieli ponad 500 gatunków zwierząt, w tym lwy i tygrysy, nosorożce, żyrafy, zebry, małpy, a nawet słonia, a właściwie słonicę Mary.

Wycieczka do Longleat to wyprawa na cały dzień lub nawet weekend. W odróżnieniu od ogrodów zoologicznych po Longleat Safari Park nie chodzi się piechotą. Teren jest ogromny, a po wykupieniu biletu przemieszczamy się do kolejnych terytoriów zwierząt własnym samochodem. Po drodze nie brakuje co prawda parkingów z kawiarniami i sklepikami, ale najciekawsze widać właśnie z wnętrza auta.

Przed wjazdem na terytorium kolejnego gatunku obsługa Longleat informuje z tablic, co wolno nam zrobić, a czego kategorycznie nie. Na przykład zbliżając się do miejsca zamieszkałego przez rezusy (niewielka małpka pochodząca z subkontynentu indyjskiego), tablice informują, i to wielokrotnie, by nie wychodzić z auta, nie otwierać okien, a przede wszystkim, że małpy mogą uszkodzić wyposażenie samochodu i że wjeżdża się na własne ryzyko. Pomimo ostrzeżeń nikt nie zawraca, choć część zwiedzających  pewnie po cichu żałuje tej decyzji.

Rezusy wskakują na każde przejeżdżające auto i zaczyna się prawdziwy pokaz małpich figli. Małpy odrywają od samochodów co tylko się da, na pierwszy ogień idą zwykle wycieraczki i anteny, a jeśli ktoś zatrzyma się na dłużej, może być pewnym, że straci też kołpaki (szczęśliwi posiadacze felg!), a w najgorszym wypadku rezusy wyrwą też uszczelki drzwi. Efekty demolki można oglądać na poboczu i na autach przed nami.

Również z samochodu obejrzeć można wielkie koty, lwy i tygrysy, które leniwie przechadzają się między kolumną aut. Tu pracownicy Longleat, wyposażeni w samochody terenowe, bardzo pilnują, by nikomu nie przyszło do głowy otworzyć okno, lub co gorsza wyjść z pojazdu.

Longleat to wspaniałe miejsce na weekendową wycieczkę z dziećmi. Wstęp do Safari Park kosztuje 30 funtów, ale można postarać się o promocję korzystając z popularnych kuponów Tesco, wtedy cena spada o połowę. (bz)

Więcej informacji: www.longleat.co.uk

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

Sajgonki

Składniki
10 krążków papieru ryżowego
50g przezroczystego makaronu
1 mała cebula
3 młode cebulki
100 g mięsa z krabów z puszki
125 g chudego, zmielonego mięsa wieprzowego
1 łyżeczka soli
szczypta czarnego pieprzu
po 1 łyżeczce pasty z krewetek i posiekanej pietruszki
1 l oleju do smażenia

Sposób przyrządzenia:
Papier ryżowy namoczyć w zimnej wodzie. Gdy zmięknie, osączyć. Makaron moczyć w gorącej wodzie przez 10 minut, osączyć i pokroić na kawałki długości 3 cm. Cebulę i cebulki drobno posiekać. Mięso z krabów drobno pokroić; wymieszać z mielonym mięsem wieprzowym, makaronem, solą, pieprzem, pastą z krewetek i pietruszką (powinna powstać gładka masa). Na każdy krążek ryżowy nałożyć po dwie czubate łyżeczki nadzienia i nieco ugnieść. Zagiąć brzegi krążków, aby podczas gotowania nadzienie nie wypłynęło, a następnie zwinąć jak gołąbki. Brzegi zwilżyć i zacisnąć. W rondlu podgrzać olej do temperatury 140 °C. Smażyć roladki przez 7-8 minut na złotożółty kolor i osączyć z tłuszczu. Smacznego!

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com